Scarlett:
Wyszłam
z samochodu i pośpiesznie udałam się do hotelowego lobby gdzie czekali już na
mnie rodzice i moja siostra Annabeth. Podeszłam do nich w chwili kiedy tata
odbierał karty do naszych pokoi. Wzięłam jedną i razem ze wszystkimi poszłam do
windy. Hotel, w którym się znajdowaliśmy nazywał się Four Seasons i należał do
najdroższych w Miami. Rodzice z okazji moich osiemnastych urodzin postanowili wyprawić
mi najlepsze przyjęcie jakie tylko potrafią, dlatego więc przyjechaliśmy do
tego tętniącego życiem miasta. Chciałam mieć raczej ciche urodziny pośród
bliskich jednak oni postanowili, że moje wejście w dorosłość wyprawią z hukiem
a przy okazji zaproszą pełno gości, w tym bogatych biznesmanów i ich rodziny by
znaleźć mi odpowiedniego mężczyznę. Przynajmniej tak twierdziła mama. Nie wiem
po co oni tak się śpieszą z tym żebym miała chłopaka. Może martwią się, że znajdę kogoś
nieodpowiedniego?
-
Zamierzasz tak stać czy iść do swojego
pokoju? – powiedziała swoim irytującym głosem Annabeth. Kocham ją ale czasami
jest naprawdę wkurzająca. Chociaż z drugiej strony to po cichu jej zazdroszczę.
To jednak nie w niej rodzice widzą właścicielkę dużej korporacji, którą przejmie
po ojcu i poprowadzi firmę razem ze swoim super przystojnym i bogatym mężem.
Gdyby to nie zależało ode mnie to już bym pewnie była mężatką. Nie rozumiem tej
ich obsesji na tym punkcie i chyba nigdy tego nie zrozumiem. Wracając do
tematu.
Po
krótkim zamyśleniu oraz zrozumieniu sytuacji wokół mnie, wyszłam z już prawie
zamykającej się windy i udałam się do pokoju. Stanęłam przed drzwiami, jeszcze raz
spoglądając czy numer się zgadza. Przesunęłam kartą wzdłuż czytnika i weszłam
do pomieszczenia. Apartament składał się z małego saloniku, dużej łazienki oraz
sypialni i prostej kuchni. Ściany były pomalowane w odcieniach szarości a podłogę
zdobiły ciemne panele w prawie wszystkich pokojach. Mieszkanie było przestronne
i jasne dzięki dużym oknom z pięknym widokiem na ocean. Dodatkowo różnego
koloru meble idealnie podkreślały modernistyczny charakter wnętrza a duże
obrazy przedstawiające Marilyn Monroe i abstrakcyjne wzory idealnie podkreślały
charakter apartamentu. Ostawiłam swoją torebkę na pobliską komodę i głęboko
odetchnęłam. Już jutro będę miała wyprawione moje osiemnaste urodziny co znaczy
że będę pełnoletnia i teoretycznie mogę od tego czasu podejmować wszystkie
decyzje za siebie. No właśnie, teoretycznie. Nie zdążyłam się dłużej zastanowić,
ponieważ doszedł do mnie odgłos pukania. Otworzyłam drzwi a przede mną ukazał
się hotelowy boy stojący z dwoma dużymi walizkami po bokach – Przyniosłem pani
bagaże – Zameldował a ja delikatnie
skinęłam głową i otwarłam szerzej wejście by mógł przejść. Chłopak miał około
25 lat i krótko przystrzyżone czarne włosy. Był dość szczupły oraz niski.
Postawił moje walizki w sypialni i
wyprostował się jakby na coś czekał. Spojrzałam na niego nie wiedząc o co mu
chodzi a ten cicho chrząknął. W tym momencie mnie oświeciło. Kompletnie
zapomniałam dać mu napiwek. Od razu
nerwowo się zaśmiałam i przeprosiłam go po czym wyłożyłam ze swojego portfela
odpowiednią sumę pieniędzy i podałam ją mu jeszcze raz przepraszając i
dziękując. Kiedy już chłopak wyszedł głośno wzdychając, od razu poszłam z
powrotem do pokoju i rzuciłam się na łóżko twarzą w stronę pościeli. Nie
leżałam tak długo, ponieważ już po kilkunastu sekundach do pokoju, bez pukaniu
wparował ktoś, kogo głos bardzo szybko rozpoznałam.
-
Dostarcz mi to do recepcji, tylko szybko. Nie mam zamiaru czekać wieczność –
Powiedziała swoim poważnym głosem moja mama, uparcie z kimś dyskutując przez
telefon – Rozumiem, że jesteś na końcu miasta ale ja to muszę już mieć i nie
interesuję mnie jak to zrobisz – W tym momencie się rozłączyła. Nie chciałabym
być jej pracownicą, biorąc pod uwagę jej surowość. Jej posada menagera dużej
firmy odzieżowej jest naprawdę cudowna ale ciągłe pracowanie w stresie nie jest
dobre zwłaszcza gdy trzeba zaplanować wszystko od początku do końca i dopiąć na
ostatni guzik.
-
Dlaczego ty jeszcze tu leżysz! Już dawno powinnaś znajdować się na dole i
odebrać swoją sukienkę na przyjęcie – Wycedziła przez zęby. Rozumiem że jest moją mamą lecz w tym momencie
była najbardziej irytującą osobą w tym pokoju. Powoli wyczołgałam się z
pościeli, otrzymując przy tym wręcz morderczy wzrok rodzicielki, który miał
oznaczać, że powinnam się pośpieszyć. Przebrałam tylko bluzkę, ponieważ nosiłam
ją już od około 24 h, również w samolocie co oznaczało, że nie była najlepszej
świeżości i szybko wyszłam z pokoju zatrzaskując drzwi.
Po
ponad godzinnym i męczącym poprawianiu sukienki i długiej, odprężającej kąpieli
w końcu mogłam opuścić hotelowe mury i udać się w stronę klubu gdzie chciałam
spędzić resztę swojego wieczora. Nie miałam jeszcze 21 lat co oznaczało, że nie
mogłam wejść do klubu ale z pomocą mojej siostry i jej kolegów, którzy
przechytrzyli prawo dostałam swój własny - fałszywy. Ubrałam się w moją pudrową
sukienkę i buty na obcasie od Briana Atwooda, w których nie umiałam aż tak
dobrze chodzić ale za to były cudowne i to się liczyło.
Po
około dziesięciu minutach byłam już na 136 Collins Ave. Rozejrzałam się wokół siebie.
Z miejsca w którym się znajdowałam było niecałe 5 minut na plażę. Słońce powoli
zachodziło za widnokręgiem jednak nie robiło się jeszcze ciemno a wiatr
przytulnie oplatał mój odkrytą skórę. Poszperałam wcześniej trochę na Iphonie i
odnalazłam jeden z bardziej luksusowych klubów w tej okolicy. Jego nazwa miała
tytuł „ Stories ” i właśnie przed nim stałam. Wiedziałam że wejść można dopiero
od dwudziestu jeden lat ale trochę makijażu, ułożona fryzura z połączeniem
dobrze dopasowanych ciuchów dawały wrażenie o wiele starszej niż w ogóle
jestem. Oczywiście dowód też robił swoje. Przy wejściu stał dobrze zbudowany
facet z delikatną łysinką na głowie i mała bródką. Wyglądał jak jeden z tych
ochroniarzy typowych amerykańskich filmów.
Może chciał się przypasować? Kto wie.
Podałam
mu dokument i zastanawiałam się czy jest dobrze podrobiony. Nie powiem, ale
strasznie się w tym momencie denerwowałam. Co będzie jeśli sie zorientuje?
Mężczyzną popatrzył najpierw na dowód a następnie zjechał mnie z góry na dół.
To było dość niezręczne. Delikatnie uśmiechnęłam się do niego na co ochroniarz
odpowiedział – Możesz wejść - W tym momencie poczułam ulgę. Muszę podziękować za
to Annabeth . Ale nie teraz.
Weszłam
do klubu przez duże białe drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na środku
parkietu masa ludzi tańczyła w rytm muzyki co jaki czas wykrzykując jakieś
słowa, które zostały stłumione przez puszczającego muzykę DJ. Tego typu muzyka
mnie raczej nie pociągała ale przy panującej atmosferze i kieliszku alkoholu
wszystko można zmienić.
Odnalazłam
obszerny bar i usiadłam się na jednym z stołków . Z mojej prawej strony
znajdowało się jedno wolne miejsce a z drugiej siedział jakiś facet. Na oko
miał może z 35 lat ale można już było u niego zobaczyć kilka siwych włosków. Ubrany
był w koszulę w kratkę koloru burgunda i ciemne jeansowe spodnie. Szybko zauważyłam,
że wypił już przynajmniej pięć mocnych kieliszków bo delikatnie kołysał się na
stołku i chyba coś do siebie bełkotał.
-
Żona od niego odeszła.
-
Co? – Trochę zszokowana czyimiś słowami odwróciłam głowę w stronę chłopaka,
który siedział po mojej prawej. Spojrzał na mnie przelotnie i powtórzył.
-
Po prostu zostawiła go żona. Facet się załamał i zatapia swoje smutki w
kieliszku. – Byłam w szoku jego spostrzegawczości a jednocześnie ciekawa co
jeszcze powie – Skąd to wiesz? Czytasz mu w myślach? – Odpowiedziałam z nutką
dociekliwości w głosie.
-
Po prostu wiem. Wystarczy spojrzeć na człowieka by zobaczyć jaki jest i co go
droczy. – odrzekł tajemniczo jednocześnie przygryzając dolną wargę, a po chwili
dodał – sama się przekonaj. Spytaj go co się stało – Uśmiechnął się zadziornie
i spojrzał na mnie wyczekująco. Chciałam sprawdzić czy udało mu się odgadnąć
dlatego przysunęłam się delikatnie do faceta po mojej lewej. Wiedziałam, że
chłopak za mną, czeka co zrobię dlatego wzięłam głęboki oddech i spytałam.
-
Przepraszam Pana, czy coś się stało?
Mężczyzna
popatrzył na mnie chwilę. Jego oczy były czerwone tak samo jak twarz. Dodatkowo
zauważyłam że ma duże wory pod oczami, które teraz wyglądały jakby były siniakami. A może to były siniaki? Nie
zdążyłam zastanowić się do końca gdyż facet wymruczał – Moje życie jest do dupy
– Odłożył kieliszek, podparł swoją głowę rękami i skrzywił się. Wyglądało to
dość komicznie i pewnie nie zrobił by tak, będąc trzeźwym.
-
Żona mnie zostawiła i zabrała ze sobą dzieci. Moje życie legło w gruzach. Nie
mam dla kogo żyć. Ale ja przecież nic takiego nie zrobiłem! – zaawanturował się
a następnie znowu zaczął mruczeć pod nosem, trzymając w ręku szklany kieliszek
z przezroczystą cieczą – Wcale jej nie zdradziłem … to ona mnie pocałowała … to
nie moja wina … nie moja – bełkotał do siebie a właściwie do alkoholu jakby
zapomniał, że tu jestem. Powoli wstał ze stołka barowego i delikatnie się
chwiejąc odszedł w kierunku łazienek znajdujących się po drugiej stronie klubu,
nawet mnie nie przepraszając.
Odwróciłam się z powrotem w stronę chłopaka,
który spoglądał na mnie z wyższością i zwycięstwem wymalowanym na twarzy. Delikatnie
zmrużyłam oczy, starając się na niego nie patrzeć. To dziwne, ponieważ dopiero
teraz zorientowałam się jaki jest przystojny. Jego ciemne blond włosy były
ułożone w artystycznym nieładzie. Spróbowałam jeszcze raz spojrzeć na niego
jednak gdy to zrobiłam od razu odwróciłam głowę, ponieważ niebieskie, wręcz
morskie oczy przeszywały mnie od środka. Idealnie gładka, właściwie niemożliwa
cera i perfekcyjne rysy twarzy też nie pomagały.
Zastanawiałam się jak taki człowiek może
chodzić spokojnie po tym świecie. A może jest kosmitą? Szybko odgoniłam od
siebie te śmieszne, odchodzące od rzeczywistości przemyślenia i tym razem zwróciłam
uwagę na ubiór chłopaka. Czarna bluzka z wycięciem w serek a na to rozpięta koszula
w kratę koloru burgunda . Jeansowe, ciemne spodnie komponowały się z pozostałą
garderobą , jednak białymi conversami przełamał te ciemne kolory. Dodatkowo
jego wygląd dopełniały dwa śmiertelniki na szyi i srebrny, pewnie bardzo drogi
zegarek na lewej ręce. Delikatnie podniosłam głowę i spojrzałam na bar gdzie
stał wysoki kieliszek z zieloną cieczą w środku i cytryną włożoną na brzeg
naczynia.
- To dla ciebie. Ja dzisiaj stawiam –
Wyszeptał tuż przy moim uchu i wsunął kieliszek w moją otwartą rękę. Spojrzałam
na niego zszokowana i zanim cokolwiek zdołałam powiedzieć chłopak, którego
imienia nie udało mi się jeszcze poznać, odrzekł – Jestem Jason, a ty?
Czy
on czytał w moich myślach?! Okręciłam się w jego stronę – Scarlett – Odpowiedziałam
grzecznie i upiłam łyk drinka – nie dosypałeś tu niczego prawda?
-
Nie skąd, za kogo ty mnie masz! – Jason uśmiechnął się zadziornie i zrobił to
samo co ja, ze swoim napojem. Zaśmiałam się cicho pod nosem, jednak z moich ust
zamiast tego wyszło z lekkie prychnięcie na co Jason się skrzywił. Między nami nastała
niezręczna cisza. Zastanawiałam się nad tym chłopakiem. Znałam go jakieś
piętnaście minut a już w pewnym sensie zapisał się w mojej pamięci. Nigdy
nie spotkałam nikogo kto byłby tak pewny
siebie jak właśnie Jason - I co, miałem rację – ponownie jego chytry uśmieszek
pojawił się na ustach. Czy on sobie na za dużo nie pozwala? W jednej chwili
jest miłym chłopakiem, z którym można normalnie pogadać a w drugiej …
–Zrób
zdjęcie, będzie na później wyszeptał tuż
przy moich ustach. Delikatny i seksowny pomruk wyszedł z jego ust na co
wzdrygnęłam się. Dopiero teraz przyłapałam się na spoglądaniu na jego dość
umięśniony tors, do którego przylegała biała koszulka.
-
Nie dzięki, nie skorzystam – Upiłam kolejny łyk po czym spytałam się tym razem
z nutką ciekawości – Po czym poznałeś, że od tego faceta odeszła żona? Znałeś
go czy zgadywałeś?
Jason
odpowiedział szybko już normalnym tonem w głosie - Nie znałem go ani nie zgadywałem. Na palcu
miał obrączkę co oznaczało, że jest żonaty.
-
Ale przecież mógł rozpaczać bo stracił pracę czy coś w tym stylu – odrzekłam
bardziej pewna siebie. – Pewnie tak, ale raczej człowiek nie pisze smsa do
swojego szefa mając go w kontaktach jako „żona” i prosząc go o wybaczenie –
oświadczył znudzony.
No
tak, tego akurat nie zauważyłam, więc nie wzięłam pod uwagę – Dobry jesteś –
odrzekłam patrząc na niego z uznaniem, oblizując przy tym usta. W tym momencie
zauważyłam, że mój drink był już prawie pusty. Dopiłam go do końca i cicho
westchnęłam, na co Jason spojrzał na mnie porozumiewawczo i zawołał barmana.
-
Dwa „Red-headed Slut” - barman tylko
skinął i udał się w na drugą stronę baru gdzie zaczął robić dla nas drinki.
- Zapłacę za siebie –
oświadczyłam i sięgnęłam ręką do mojej małej torebki wiszącej na ramieniu. Nim
zdołałam zrozumieć co się dzieje, Jason jedną ręką złapał moją dłoń a drugą
położył na udzie. Przesunął się bliżej mojego ciała, po czym powoli wyszeptał
do mojego ucha – Czy nie powiedziałem już dzisiaj, że to JA stawiam? – przedostatnie słowo
specjalnie podkreślił. Miałam wrażenie, że cały czas stanął a my jesteśmy sami,
bez muzyki i tych wszystkich spoconych i pijanych ludzi, tańczących na
parkiecie za nami. Nie ogarniałam co się aktualnie dzieję, ponieważ przez jego
ciepły oddech i bliskość, mój umysł został przytłumiony a całe ciało przeszedł
dreszcz. Jason widocznie musiał to zauważyć, gdyż zaśmiał się cicho pod nosem i
powoli odsunął się ode mnie, wracając na swoje poprzednie miejsce. Czułam
lekkie podenerwowanie, więc przygryzłam swoją wargę i próbowałam skupić się na
jakiejkolwiek rzeczy po za chłopakiem przede mną. Niestety nie było to łatwe.
Po raz pierwszy raz w życiu znajdowałam się tak blisko z nastolatkiem płci
przeciwnej. Mimo mojego wieku nigdy nie byłam z nikim w prawdziwym związku, w
jakimkolwiek związku! Zazwyczaj to Annabeth przyprowadzała chłopaków do domu
czy też się z nimi umawiała. Ja pozostałam zawsze w jej cieniu.
Spojrzałam
na Jasona, który był w trakcie picia swojego drinka. Rodzice nie chcieli bym spotykała się z nikim
kto mógłby skraść moje serce i uciec z ich całym dobytkiem i mną przy boku.
Całkiem prawdziwe do spełnienia. Czy chłopak siedzący obok mnie mógłby być taką
osobą? Skończyłam przemyślenia i również upiłam łyk napoju o sprośnej nazwie.
- I jak, smakuje? –
Spytał się a jego zadziorny uśmieszek z powrotem pojawił się na ustach.
- Pyszne – uśmiechnęłam
się do niego grzecznie i ponownie upiłam drinka. Już teraz czułam, że alkohol
zaczął działać na mój umysł po tamtym kieliszku, ponieważ miałam ochotę
wybuchnąć głośnym śmiechem a w mojej głowie szumiało, jakby ktoś włączył
nienastrojone radio.
- Zatańczymy? – Nie
wierzę, że to pytanie padło z moich ust ponieważ, nawet nie umiem tego robić.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony ale bez żadnego słowa wstał ze stołka i
skierował się w stronę parkietu wypełnionego spoconymi i zdyszanymi ludźmi.
Muzyka puszczana przez DJ’a sprawiała, że nogi same rwały się do tańca. Nie
miałam chęci na żadne Przytulanki czy coś z nowo poznanym chłopakiem, dlatego też
zaczęłam sama wyginać się i skakać w rytm muzyki kompletnie nie zwracając uwagi
na otocznie i Jasona, który cały czas spoglądał w moją stronę z zadziornym
uśmiechem wymalowanym na twarzy. Wiem, że wypiłam tylko dwa kieliszki drinków
ale z moją słabą głową i niewyrobionym nawykiem do picia alkoholu już czułam
się lekko upita jedna nadal miałam kontrolę nad tym co robię. Po prostu byłam
weselsza. O wiele weselsza. Nagle muzyka zmieniła się na trochę wolniejszą a ja
dalej podskakiwałam, już nie patrząc czy robię to w rytmie czy nie. Chciałam
się po prostu bawić.
Jason dalej stał cały czas w miejscu nie przejmując się
muzyką czy mną, skaczącą obok niego. Gdybym była choć odrobinę bardziej trzeźwa
może poczułabym się skrępowana.
- Rozluźnij się! –
Krzyknęłam do niego byle tylko mnie usłyszał przez hałas w klubie. Chłopak nie
odpowiedział i nawet nie dając mi zrozumieć sytuacji, z prędkością światła
owinął swoją rękę wokół pasa a następnie przyciągnął mnie bliżej tak, że nasze
ciała się stykały. Poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi i dokładnie w tym
momencie mnie wmurowało w podłogę. Czułam jak moje nogi zdrętwiały a ja nie
mogłam się ruszyć. Jason podniósł swoją lewą rękę i delikatnie przejechał nią od mojej dłoni w
górę, aż do ramienia a następnie przysunął się jeszcze bliżej jeśli było to w
ogóle w tym momencie możliwe. Drugą ręką natomiast przesunął na mój policzek i
delikatnie pocierał go kciukiem.
- Znam lepsze miejsce
żeby się odprężyć – podniosłam głowę i wbiłam wzrok w jego piękne niebieskie
tęczówki – Pokażę ci – Wymruczał mi to wprost do ucha po czym chwycił mnie za
rękę i szybkim krokiem wyprowadził z klubu.
- Gdzie mnie
prowadzisz? – Spytałam gdy byliśmy na
parkingu przed klubem a nie wiedziałam gdzie chłopak chce mnie zabrać . Już nie
czułam szumu w głowie a mój mózg zaczął rejestrować rzeczy normalnie co oznaczało że trochę zaczęłam się bać. W
końcu byłam w kompletnie w nieznanym mi mieście z osobą, która jest mi obca. A
nie, przepraszam. Poznałam go jakaś godzinę temu i wiem jak ma na imię. Chyba,
że mnie oszukał. Nie zdążyłam dłużej rozwinąć swojej myśli ponieważ, Jason –
jeśli w ogóle tak się nazywał – puścił moją rękę i przyciskiem otworzył swój
czarny sportowy samochód. Chłopak wyglądał na bogatego, zresztą kto nie jest przebywając
w tych okolicach. Kompletnie wyluzowany otworzył bagażnik i wyciągnął z niego
trzy piwa. Rozumiem - przyszliśmy tu tylko po kolejny alkohol pomimo tego, że w
klubie również go sprzedawali. Nie wiedziałam o co tu chodzi. Nastolatek
zamknął samochód i podał mi jedną z puszek.
- Nie chcę już pić. To
nie działa na mnie dobrze – odrzekłam grzecznie jak jedna z tych bogatych i
rozkapryszonych dziewczynek. Właściwie można by powiedzieć, że nią byłam.
- Pij, chodzi o to żeby
się bawić – Jason mrugnął seksownie w moją stronę na co poczułam delikatny
ucisk w dolnej części brzucha. Nie wiedziałam jak to otworzyć dlatego podałam
ją chłopakowi, który zrobił to w mgnieniu oka a następnie upiłam powoli łyk
alkoholu. Smak miał gorzki ale czego ja się mogłam po tym napoju spodziewać.
Jason również się napił. Nie pytałam się już później gdzie mnie prowadzi. Po
prostu szliśmy obok siebie aż dotarliśmy na plaże, która znajdowała się tuż za
Marjory Stoneman Douglas Ocean Beach Park. Długa nazwa ale tak pisało na tabliczce
informacyjnej. Z racji że słonce już dawno zaszło, niebo zaczęła spowijać
ciemność. Niedaleko od nas znajdowała się budka, gdzie normalnie zajmowali
miejsce ratownicy jednak teraz ich tam nie było a plaża znacznie opustoszała.
Wszystko co słyszałam to szum oceanu. Zanim się tu znaleźliśmy zdążyłam wypić
już pół puszki piwa a Jason całą i teraz
otwierał kolejną. Biorąc pod uwagę tamte drinki z klubu, nie miały porównania
do tego co teraz piłam. Znowu śmiałam się właściwie nie wiem z czego a
poprzedni alkohol tylko pogorszył sprawę. Już teraz miałam wrażenie że świat
stał się weselszy a moje nudne życie nabrało barw. Mój towarzysz usiadł na
zimnym już piasku, jednak ja nie miałam tego zamiaru. Zamiast tego pobiegłam w
kierunku wody już na boso i zamoczyłam stopy w lodowatej cieczy. Szczerze? Nie
obchodziło mnie, że zaraz zdrętwieją mi nogi. Po prostu cieszyłam się z tej
sytuacji. W końcu nie często mam okazję kąpać się w oceanie. Biegałam wzdłuż
linii brzegu i wybuchałam histerycznym śmiechem jakkolwiek to musiało wyglądać
ze strony przeciętnego przechodnia.
Zauważyłam, że Jason
znowu mi się przygląda, tak samo jak w klubie i zawołałam go, jednak ten się
nie ruszył. Postanowiłam sama po niego przyjść. Znaczy pobiec, biorąc pod uwagę ilość mojej
energii w tym momencie.
- Jason no rusz się!
Chodź ze mną popływać! – Bardziej stęknęłam niż oznajmiłam ale myślę, że mnie
zrozumiał sądząc po tym co wypalił chwilę później.
- Jesteś nawalona,
jeszcze mi się tam utopisz słonko
- No chodź – zrobiłam
minę zbitego pieska myśląc, że to coś zdziała. Na próżno. Chłopak tylko się
zaśmiał a w następnej kolejności dopił puszkę piwa i wstał, otrzepując spodnie
z piasku. Uśmiechnęłam się na to co robił pomimo tego, że normalnie by mnie to
nie bawiło. W tym momencie Jason chwycił mnie w pasie i przerzucił sobie przez
ramię, zmierzając w stronę oceanu.
- Nie! Nie tak szybko!
– Zaczęłam krzyczeć, wyrywać się i śmiać przy okazji. Okręciłam głowę i
spojrzałam chłopakowi w oczy jednak ujrzałam w nich tylko lodowatą otchłań.
Jego źrenice rozszerzyły się a szczęka zacisnęła. Miałam wrażenie, że to nie
ten sam czarujący i miły chłopak, którego poznałam w klubie. Teraz wyglądał na
niczym przejmującego się drania i po raz drugi dzisiaj zaczęłam się go bać,
trzeźwiejąc przy okazji. Co jest z nim nie tak? Sytuacja wyglądała podobnie jak
ta z parkingu i nie podobało mi się to. Już nie miałam powodów do radości a
wręcz chciałam uciec. Jakimś cudem udało mi się uwolnić i od razu ruszyłam
biegiem przed siebie lecz po chwili słyszałam zduszony krzyk Jasona bym się
zatrzymała. Ale teraz nie brzmiał już tak życzliwie. Jego głos przyprawiał mnie
o dreszcze.
Upadłam z całej siły przyciskana przez chłopaka, który na
mnie wleciał. Przeturlaliśmy się przez kawałek plaży. Poczułam silny skurcz
prawego ramienia spowodowanego upadkiem i lekko się skrzywiłam. Na domiar
złego, nastolatek, który teraz znajdował się nade mną, docisnął mnie mocno do
piasku a moje ramię znowu dobitnie zabolało. Ciężko dyszeliśmy starając patrzeć
sobie głęboko w oczy jakbyśmy mieli w nich zobaczyć najmniejsze zakamarki
naszych umysłów. Jason przyparł do mnie mocniej a moje całe ciało zadrżało od
jego bliskości. Powoli i jakby czerpiąc z tego przyjemności, przybliżył się do
mojego ucha i wyszeptał – Powiedziałem stój a ty tego nie zrobiłaś. Następnym
razem nie będę udawał już takiego przyjemnego chłoptasia więc się pilnuj –
Skończył a mi momentalnie zaschło w gardle i kompletnie nie potrafiłam nic z
siebie wydusić. Nagle chłopak wstał, przez co uwolnił mnie a ja momentalnie
potarłam swoje zranione ramię. Dalej cały czas znajdowałam się na zimnym piasku
ale usiadłam się.
- Do zobaczenia wkrótce
słonko i pamiętaj o moich słowach – Nie zdążyłam nawet zarejestrować co się w
tej chwili stało a nastolatka już nie było na plaży. Pośpiesznie wstałam z
miejsca i okręcając się czy nikt tego nie widział ruszyłam biegiem w stronę
miasta by jak najszybciej znaleźć się w hotelu i uznać to tylko jako głupi sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz